Przypływ zdeterminowanej wrażliwości, czyli - co się stało w Blackout Tuesday?

Przypływ zdeterminowanej wrażliwości, czyli - co się stało w Blackout Tuesday?

W ten wtorek miała miejsce w mediach społecznościowych akcja Blackout Tuesday, której pomysłodawczyniami są Brianna Agyemang i Jamila Thomas z Atlantic Records, wytwórni płytowej z Los Angeles. Blackout Tuesday miał być symboliczną odpowiedzią na niedawną tragiczną śmierć George’a Floyda, lata problemów rasowych, które nadal są na porządku dziennym w USA oraz protesty odbywające się aktualnie w Stanach. Wydawnictwa muzyczne ogłosiły z tej okazji wstrzymanie swojej działalności na jeden dzień i poświęcenie tego czasu refleksji. Bardzo szybko do akcji dołączyły się firmy i media społecznościowe. Blackout Tuesday wykroczył poza granice Stanów Zjednoczonych i…dotarł również do Polski.

Chciałabym teraz napisać parę słów o tym, co działo się we wtorek na polskim Instagramie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie nie dla każdego ten dzień wyróżniał się czymś na tle innych dni, w których korzystał z tego medium. Dlatego też – jak w większości zamieszczanych tu postów – przedstawię swoją perspektywę.

Konta, które obserwuję również włączyły się licznie w akcję Blackout Tuesday, której instagramowa wersja polegała na wrzuceniu na swój profil czarnego kwadratu i zawieszenia pisania o czymkolwiek prywatnym (niezwiązanym z protestami) do środy. Celem było wsparcie protestujących w USA wyrażone symbolicznym gestem wizualnym i również symbolicznym oddaniem im głosu. Ja również do tej akcji dołączyłam, choć z wahaniem, ponieważ widziałam jej różne słabości, które jak się obawiałam, w którymś momencie zostaną wypunktowane przez samych protestujących (zastanawiałam się, czy to na pewno odpowiedni sposób wyrażania wsparcia – czy ten gest to jest „tylko tyle i aż tyle”, czy jednak kwadrat z jednym hasztagiem w tym konkretnym przypadku to „tylko tyle”).Oto co się stało. Część osób wrzucających czarne tła (i mówię tu i o nas, w Polsce, ale i o zagranicy) nie ograniczało się do hasztagu #blackouttuesday, który był dedykowanym hasztagiem tej akcji, ale dodawało też hasztag #blacklivesmatter. Ten drugi jest hasztagiem dedykowanym do oznaczania treści związanych z protestami w USA, zarówno tych dokumentujących protesty, jak i tych mających wartość edukacyjną oraz informacyjną (np.: mówiących gdzie osoby protestujące lub te, które straciły w protestach bliskich mogą zgłosić się po pomoc psychologiczną albo w jaki sposób białe osoby mogą pomóc osobom czarnym). Nieumiejętne lub – nie oszukujmy się – bezmyślne dołączenie się do akcji Blackout Tuesday niektórych ludzi doprowadziło do zasypania hasztagu BLM zupełnie pustymi treściowo postami, które uniemożliwiają dotarcie do wartościowych informacji. Protestujący zaczęli apelować o zdjęcie postów z niewłaściwymi hasztagami, ale zastanówmy się, ile osób, które nieumiejętnie lub na odwal się dołączyły do tej akcji znalazło potem informacje mówiące, co w ich poście jest nie tak? Część osób postujących czarne kwadraty nie użyło żadnego hasztagu i/albo wykorzystało ten post (i swoje stories) do napisania przydatnych informacji związanych z protestami i historią rasizmu. Wydaje mi się, że zwłaszcza w przypadku kont z dużą liczbą obserwatorów (ale nie tylko!) dodawanie stories z przydatnymi informacjami było jednym z najbardziej sensownych działań. Sama dzięki działaniu tych osób dowiedziałam się rzeczy, o których albo wcześniej nie miałam pojęcia albo jedynie mgliste.

Przejdźmy dalej. W którymś momencie dnia faktycznie wydarzyło się to, czego się obawiałam, czyli coś w tej akcji poszło nie tak - jak już wspominałam posty z nieumiejętnie pisanymi hasztagami z powodu swojej nieadekwatności zaczęły szkodzić osobom protestującym (przykrywać posty o wartościowych treściach). W Internecie zaczęły pojawiać się artykuły krytykujące akcję. Na Twitterze i Instagramie pojawiało się coraz więcej próśb od protestujących żeby niewłaściwe hasztagi usunąć. Pojawiały się też głosy, że takie wsparcie bardziej szkodzi niż pomaga, ponieważ zamiast milczeć powinno się coraz głośniej mówić o sytuacji czarnych obywateli USA (i nie tylko USA). To jest rzecz związana ze skalą globalną. Co działo się w skali lokalnej, tu na naszym polskim mediospołecznościowym podwórku? Działo się coś bardzo ciekawego. Część osób początkowo uczestniczących w akcji Blackout Tuesday zaczęło się z niej wycofywać nazywając ją niewypałem z racji tego, że nie wszyscy wzięli w niej udział w prawidłowy sposób. Rozumiem to, bo nikt nie lubi być częścią czegoś, co okazało się mieć słabe strony, a nawet – strony szkodliwe. Poza tym, jak zauważali, stać nas na więcej niż ten jeden czarny kwadrat, który jest tylko symbolem. Poza tym symbol, który został nieprawidłowo użyty traci na mocy przekazu. Czy całkowicie? Nie mam pewności. Jestem pewna, że ci, którzy użyli go z przekonaniem i czuli, że publikowanie go na ich profilach jest czymś ważnym, odczuwali powagę tej sytuacji. Zatem ich, tych, którzy pozostali przy prostym kwadracie z jednym hasztagiem, też rozumiem. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na jedną istotną w tym wszystkim rzecz. Mianowicie na kwestię skupienia się na swoich uczuciach i kwestię poczucia winy. Poczucia winy, że wyraziło się swoją solidarność w ten, a nie w inny sposób, że nie wie się, co zrobić dalej, jak wyrazić to wsparcie lepiej. Nie wiem, czy trzeba się aż tak bardzo zadręczać tym, co ktoś udostępnił, a czego nie. Czy był aktywny w mediach społecznościowych cały dzień, czy zrobił jeden gest. Nie o to w tym chodzi. Czy nie jest istotne to, że wiele osób faktycznie dzięki temu dniu poczuło chęć żeby się czegoś dowiedzieć i żeby spróbować pokazać w jakiś sposób swoją solidarność (pomijając oczywiście te osoby, które zrobiły ten gest niezdarnie i nieprawidłowo)? Zauważmy, że we wtorek wydarzyło się coś zupełnie niezwykłego – cała masa ludzi zainteresowała się tematem, który ma szansę na dobre zmienić ich światopogląd. Każdy, kto publikował wartościowe treści na Instagramie zrobił świetną robotę dla innych, którzy te treści czytali. Tego jestem pewna. Każdy, kto wrzucił bez żadnych dodatkowych opisów czarny kwadrat i tym kwadratem sprawił, że ktoś kto nie miał pojęcia co to znaczy zaczął szukać informacji dotyczących tego, o co właściwie chodzi – wydaje mi się - też nie minął się z celem. Zwłaszcza jeśli sam przedtem/potem zaczął szukać informacji żeby dowiedzieć się więcej o aktualnej sytuacji protestów w USA.

Wiele osób czuło się przytłoczonych ogromem informacji, które dotarły do nas na fali rozwoju akcji Blackout Tuesday. Myślę, że w tych uczuciach nie ma nic dziwnego. Każdy wrażliwy człowiek może czuć bezsilność, gdy nagle uświadomi sobie, że chcąc nie chcąc jest częścią jakiegoś systemu, schematu, sposobu funkcjonowania w świecie (jakkolwiek to nazwiesz), który to sposób jest tak bardzo nieosiągalny dla innych ludzi tylko ze względu na to, że urodzili się z takim, a nie innym kolorem skóry. Wydaje mi się, że najważniejsze w takim momencie jest niezatapianie się w tym uczuciu i smutku, bo ten nasz smutek nikomu nie jest w stanie pomóc. Warto nie dokładać swojej cegiełki do szkody, która i tak już od lat jest wyrządzana również przez obojętność na krzywdę innych lub nieumiejętność podjęcia działań z powodu niekomfortowych uczuć, które możemy odczuwać (również w stosunku do siebie samych), gdy myślimy o rasizmie. Pamiętajmy, że wszyscy wzrośliśmy i wzrosłyśmy w kulturze, w której szkodliwe schematy myślenia o osobach o innym kolorze skóry niż biały, nawet jeśli nie były obecne w naszym domu rodzinnym, to były obecne prawdopodobnie na każdym kroku naszego życia poza-domowego. Tego już nie zmienimy. Możemy jednak zmienić to, jak myślimy teraz, zauważać niewłaściwe zachowania i się ich pozbywać. Powoli, ale skutecznie. Inaczej się nie da. Mam wrażenie, że jest w nas taka trochę śmieszna cecha (jedna z takich „bardzo polskich”), która każe niektórym z nas myśleć: „wszystko albo nic!”. Część chce od razu zarzucić na siebie włosiennicę i do końca życia biczować się za swoje winy. Część chce natychmiast biec, działać, bez namysłu coś zrobić i pomóc. I kiedy piszę to zdanie, nie wygląda ono źle. Bo to ładna potrzeba. Jednak wydaje mi się, że część z nas szybko się wypala chcąc zrobić zbyt wiele rzeczy na raz, np.: zbyt wiele zmienić w sobie i w swoim otoczeniu ląduje w konsekwencji w jakimś dziwnym miejscu swojego umysłu, wkurza się na siebie, że jeszcze nie jest tak, jak chciała i czasem całą pracę nad sobą musi zaczynać od początku. To, co chcę w tym miejscu powiedzieć, to: myślmy o tym, co robimy i starajmy wiedzieć coraz więcej o świecie, w którym żyjemy i o scenariuszach projektowanych na nasze życie oraz schematach, w które jesteśmy uwikłani. Nie zatrzymujmy się na współczuciu, nie skupiajmy się na tym, jak się czujemy. Dajmy tej empatii jakieś paliwo. Zastanówmy się na co możemy realnie wpłynąć, na swoim własnym „podwórku”. Czytajmy. Edukujmy się. Słuchajmy. Rozmawiajmy o tym, co trudne i czujmy się niekomfortowo. I tak codziennie po trochu.

Mam wielką nadzieję, że to, co teraz dzieje się w USA przyniesie pozytywny skutek i stanie się decydującym momentem w historii. Jednak żeby zmiana była trwała i dokonała się na wszystkich poziomach każdy z nas powinien w niej uczestniczyć.

Na sam koniec powiem, że może to moje idealistyczne podejście, ale obserwując to, co działo się na moich mediach społecznościowych i próbując obliczyć zasięg fali informacji płynących w eter, pomyślałam, że właśnie dzieje się coś bardzo dobrego, bo właśnie wiele osób, które nigdy nie interesowały się kwestią rasizmu w ich życiu codziennym albo interesowało się bardzo pobieżnie, postanowiło pod wpływem Blackout Tuesday zająć się tym na poważnie. Mam nadzieję, że ten przypływ zdeterminowanej wrażliwości się utrzyma.

P.S. Polecam zapoznać się z materiałami znajdującymi się na tej stronie: https://blacklivesmatters.carrd.co/#educate

i z tym artykułem: https://www.racialequitytools.org/resourcefiles/anatomy_white_guilt.pdf

Oraz z tą listą książek:

https://blog.goingapp.pl/10-ksiazek-traktujacych-o-problemie-rasizmu-ktore-musicie-przeczytac/

Komentarze