Pandemia i względna normalność

Pandemia i względna normalność

W zeszły weekend jechałam rowerem przez Pola Mokotowskie przyglądając się ludziom spacerującym ścieżkami i leżącym na nie koszonej od dawna trawie. Słońce świeciło, dzieci krzyczały, a nad stawem stały mikro-fooodtracki, przed którymi ustawiały się kolejki roześmianych ludzi - takie rzeczy jak śmiech widać nawet spod maski (choć nie wszyscy je mieli). Dałam się pochłonąć tej atmosferze na jedno popołudnie. Wróciłam do domu z głową lżejszą od widoków tak zwanej „normalności”, za którą wszyscy mniej lub bardziej tęskniliśmy ostatnie miesiące i zaczęłam myśleć, że „chyba znów będzie dobrze”.

Dziś jednak pomyślałam jak bardzo w gruncie rzeczy niepokojące jest to, co widziałam w weekend. Możliwe, że wyłazi ze mnie w tym miejscu ta pesymistyczna część mojej natury, ale obawiam się, że otwarcie barów i zakładów fryzjerskich sprawi, że ludzie dadzą się porwać temu uczuciu, że oto świat wraca do normy, zaczną kompletnie olewać zasady dotyczące noszenia masek i zachowywania dystansu, podczas gdy…nadal trwa pandemia. Bo jakby nie było - w tym temacie nic się nie zmieniło. Przyzwyczailiśmy się do obecnej sytuacji, co więcej myślę, że wizja fruwającego w powietrzu wirusa nie robi na nas już nawet 1/3 takiego wrażenia, jak w połowie marca. To z kolei prawdopodobnie skutkuje tym, że wydaje nam się, że zagrożenie się zmniejsza, a może i liczba zachorowań maleje z dnia na dzień. Cóż, ustalenie ilości chorych osób od samego początku trwania pandemii nie jest łatwe, bo testów na wirusa jak brakowało w naszym kraju, tak nadal brakuje. Dowodem, który ładnie obrazuje ten brak może być fakt, że nie ma ich nawet dla lekarzy i personelu medycznego, którym powinno się robić testy przynajmniej raz na tydzień żeby mieć pewność, że ta jedyna ostateczna linia ochrony przed koronawirusem nas nie zawiedzie (tymczasem mój ojciec, który jest lekarzem miał od połowy marca do teraz zapewnione przez szpital zaledwie trzy testy, a moja mama, która jest pielęgniarką nie miała żadnego). Tutaj dochodzimy do kolejnego, bardzo logicznego punktu tej szalonej wycieczki kolejką górską po mało optymistycznych przemyśleniach, mianowicie: szpitale nie mają pieniędzy, a zamiast dostać wsparcie finansowe od państwa (czyli innymi słowy od nas wszystkich płacących podatki) muszą ratować się pieniędzmi ze zbiórek i zrzutek organizowanych ostatnio przez różnych dobrych ludzi, bo pieniądze z podatków przeznacza się na co innego (np. na państwową telewizję).

W ciągu ostatnich dni coraz bardziej popularne staje się wyzwanie „Hot 16 Challenge 2” organizowane przez rapera Solara razem z fundacją Siepomaga.pl, w którym wzięło udział wiele znanych osób polskiej sceny muzycznej (i nie tylko, jak wiemy). Ja sama opublikowałam dziś na moim Instagramie rysunek będący częścią tego wzywania, tylko dedykowaną rysownikom i grafikom. Jestem wzruszona tym, że tylu ludzi angażuje się w to wyzwanie i tym, ile pieniędzy dla szpitali zostało dzięki niemu zebranych. Oczywiście z tyłu głowy kołacze mi się myśl, że nie tak to powinno wyglądać. Nie powinno być takich sytuacji, w których ludzie z obawy o stan służby zdrowia we własnym kraju skrzykują się żeby zebrać pieniądze, by wspomóc lekarzy. Owszem, pomaganie jest piękne, ale naprawdę nie tak to powinno działać. Zastanawiam się też, ile osób wzięło udział w tym wyzwaniu tylko dlatego żeby nie „zostać z tyłu” i pójść za trendem, a ilu z faktycznej potrzeby serca – tego się nie dowiem, ale mam nadzieję, że jednak więcej było tych drugich!

Zrzutki zrzutkami, ale chciałabym żeby oprócz wspierania tych zrzutek i okazywania w ten sposób solidarności z pracownikami medycznymi nie zanikała wśród nas świadomość tego, że trudna sytuacja, w której znaleźliśmy się dwa miesiące temu nie wyparowała w magiczny sposób i jeszcze jakiś czas będzie nam towarzyszyć. Zrzutki są ważne, ale tak na co dzień najbardziej pomożemy sobie i wszystkim wokół (również pracownikom ochrony zdrowia) jeśli nie stracimy teraz głowy i dalej będziemy starali się stosować do obowiązujących aktualnie wytycznych dotyczących zachowania w czasie pandemii. Wiem, wszyscy jesteśmy zmęczeni i wiem, że wiosna jest piękna, ale według mnie to niestety nie są argumenty, których można użyć w tym miejscu. Korzystajmy z tej wiosny tyle, ile się da, ale spróbujmy postawić na rozwagę i cierpliwość.

Stay safe!

Komentarze