O wartości wątpliwości

O wartości wątpliwości

Żyjemy w czasach, które wymagają od nas posiadania natychmiastowej odpowiedzi na niemal każde pytanie. Mało miejsca zostawia się na wątpliwość. Wydaje mi się, że dotyczy to zwłaszcza społeczności wielkomiejskich, które gnane pędem do coraz sprawniejszego rozwoju przestały zauważać, że niewiedza lub wątpliwości związane z jakimś aspektem życia nie muszą koniecznie być czymś złym, za co należy daną osobę bezpowrotnie skreślić z wyimaginowanej listy wartościowych ludzi. Tymczasem niewiedza lub wątpliwości same w sobie nie są niczym złym, jeśli nie idzie za nimi zła wola, niechęć do poszerzania swojej wiedzy lub brak empatii. Przeciwnie, wydaje mi się, że przyznanie się do tego, że się czegoś nie wie jest bardzo szczerym i właściwym aktem (o wiele bardziej właściwym niż wypowiadanie się na temat, o którym nie ma się zielonego pojęcia). Jest to pierwszy krok do otwarcia się na wiedzę. Podobnie poddawanie od czasu do czasu pod wątpliwość naszych własnych poglądów i schematów działania i tego, czy na pewno są etycznie właściwe.

Ostatnio miałam taką rozkminę dotyczącą tego, jak mało miejsca współcześnie w ogólnospołecznej narracji zostawia się na wątpliwość. Wielu z nas czuje, że należy mieć jasno zdefiniowane zdanie na każdy temat (choćby z puli tematów światopoglądowych) i ta sama potrzeba zdefiniowania nie jest niczym niewłaściwym (przeciwnie!), jednak wydaje mi się, że nie do końca właściwe (a nawet krzywdzące) jest podchodzenie do osób, które jeszcze swojego stanowiska w jakiejś sprawie w 100% nie zdefiniowały, jako do zagrożenia i niczego ponad to. Wydaje mi się, że każdy z nas w jakimś momencie życia był w takiej sytuacji, w której został zaatakowany z powodu swojej niewiedzy / braku jasnej opinii. Często przez starsze od nas osoby lub takie, które po prostu na dany temat więcej wiedziały. W takich sytuacjach wątpliwość związana z niewiedzą lub nieugruntowaniem ostatecznie swoich poglądów, za którą często nie stoi nic negatywnego, a jedynie chęć dowiedzenia się czegoś więcej od rozmówcy, stawała się czymś niewłaściwym, czymś za co trzeba ukarać paroma ostrymi słowami. Złym podejściem jest również myślenie o tym, że póki nie będzie się mieć odpowiedzi na każde pytanie i swojego stanowiska w każdej sprawie, nie będzie się wartościowym człowiekiem. Nie dość, że może to wpędzić w poważne problemy związane z brakiem pewności siebie i samoakceptacją, to jeszcze skutecznie utrudnić faktyczne rozwijanie własnego światopoglądu.

Sama wiem, jak bardzo irytujące bywa zetknięcie się z osobą, która jeszcze poszukuje swojego stanowiska w danej kwestii i chce o tym rozmawiać nieraz poddając pod wątpliwość nasze stanowisko. Wiem też jak bardzo istotne jest stanie po właściwej stronie barykady w obliczu tego, co dzieje się w naszym kraju. Jednak chciałabym przypomnieć, że czym innym jest wątpliwość podszyta złym nastawieniem (bądźmy szczerzy – to łatwo rozpoznać), a czym innym ta, która wynika z tego, że osoba, z którą się stykamy jest na etapie poszukiwania lub redefinicji swoich poglądów. Warto takie rzeczy rozróżniać, by móc podzielić się swoją wiedzą i budować dialog tam, gdzie jeszcze możemy.

Komentarze