O tym do czego nie chcę się przyzwyczajać

O tym do czego nie chcę się przyzwyczajać

Moje myśli codziennie meandrują między tymi wszystkimi sprawami, które mnie martwią. Rano sprawdzam z przyzwyczajenia wiadomości, zerkam na liczbę nowych przypadków zakażenia covidem (codziennie jakby coraz większą), na ilość wykonywanych testów (codziennie jakby coraz mniejszą), patrzę na to co u nas, co u sąsiadów, co na świecie. Może to sprawdzanie przypadków covida wydawać się niektórym przesadne, ale z racji tego, że oboje moi rodzice pracują w służbie zdrowia, to ten temat często przewija się w naszych rozmowach. Poza tym mam takie wrażenie, że lepiej to na mnie działa niż wyluzowanie, eskapizm. Udawanie, że problemu nie ma lub jest mniejszy niż był. Więc zerkam. Nie chcę złapać się na myśleniu, że jeśli się zakażę to posiedzę dwa tygodnie w domu i wszystko będzie dobrze, bo tak naprawdę nie wiem jak wirus może zadziałać na ten mój unikalny organizm. Nie panikuję, po prostu podchodzę do sprawy na chłodno. Jest jak jest. Z niektórych rzeczy, które były dla nas normą po prostu należy jeszcze na jakiś czas zrezygnować. Jeśli nie dla siebie to dla naszych bliskich. I pewnie brzmię jakby to dla mnie było szczególnie łatwe, ale mogę zapewnić, że nie jest, bo tak samo jak każda i każdy chciałabym żeby nie wisiało nad nami to widmo pandemii. Przystosowanie się w takim czasie jest jedyną według mnie słuszną opcją.

Jednak czym innym jest przystosowanie się do zasad funkcjonowania w czasie pandemii i zrezygnowania z niektórych aktywności, które były dla nas do tej pory dostępne, czy obiektywnie bezpieczne, a czym innym jest przyzwyczajanie się do rzeczy, na które godzić się nie musimy. Taką rzeczą jest nienawiść. Nie chcę przystosować się i przyzwyczaić się do nienawiści. Wydaje mi się, że osoby rządzące naszym krajem niestety uważają, że mogą zaprowadzać nowy porządek, w którym nienawiść do drugiego człowieka jest okej. Odmawiam przystosowania się do takiego stanu rzeczy. Trochę boję się tego, że niedługo, jeśli nie będziemy uważni, codzienne czytanie kolejnych wstrząsających informacji z naszego własnego kraju stanie się dla nas normą wzbudzającą już nie gniew, a zrezygnowanie.

I wiem, że to wszystko jest męczące. Wiem, że trochę nie wiadomo skąd brać siłę na przerobienie tych wszystkich negatywnych informacji, zwłaszcza tych, które nas lub naszych bliskich bezpośrednio dotykają. Ja sama nie wiem skąd ją brać. Nie możemy jednak zapomnieć, że nie tak wygląda norma. Nie jest normą odwracanie wzroku od takich problemów jak dyskryminacja, nie jest nią normalizowanie przemocy i zachęcanie do nienawiści. Nie jest nią manipulowanie ludźmi. Gadajmy o tych sprawach. Zauważajmy. Wypunktowujmy. Próbujmy wspierać tak, jak możemy. Nie przystosowujmy się.

Komentarze