Migawka

Migawka

Poszliśmy ostatnio na pierwszy od miesiąca spacer, który był celem samym w sobie. Nie lekkim nadłożeniem drogi podczas powrotu ze sklepu, nie dodatkowym kółkiem dookoła domu podczas powrotu z wyrzucania śmieci. Chciałam zobaczyć jak wyglądają teraz leżące niedaleko miejskie działki (teren pozostaje zamknięty z powodu pandemii). Obeszliśmy cały kompleks dookoła, mijaliśmy stare grusze przechylające swoje gałęzie nad siatką, wybuchy zieleni i białych kwiatów po środku miasta. Wracaliśmy cichą ulicą pomiędzy ogrodami i ciągiem domów. Chwilami można było poczuć się prawie normalnie. Pokazywanie sobie palcami kolejnych widoków, rozmowy o tym „co tu kiedyś było” zakotwiczają w uczuciu zwykłości. Prócz nas na spacer wyszło kilka par, w drzwiach budynku stała rozmawiając dwójka ludzi. Nie byliśmy zupełnie sami, ale czuliśmy tę dziwność, odklejenie od rzeczywistości. Ciepły zmierzch i piękny, przytłaczający kawałek wiosny. Idąc czułam to dziwne wrażenie pokrewne dejà vu, jakąś taką tęsknotę, zanurzenie w czymś innym niż realnie jestem. Powiedziałam „czuję się jakbym była młodsza niż jestem, albo może…jakby to co jest teraz, ten cały spacer dział się wcześniej, gdzieś w innym czasie niż faktycznie się dzieje.” Odrealnienie. Jakiś przebłysk zupełnie innej wiosny.

Komentarze