Jest 2020, a ja myślę o blogowaniu?

Jest 2020, a ja myślę o blogowaniu?

W dobie koronawirusa ludzie z nudów (albo, żeby to ładniej ująć, z powodu nadwyżek wolnego czasu, który można wykorzystać na niezrealizowane dotąd plany) łapią się różnych rzeczy. Na Amazonie wyprzedały się mikrofony polecane do prowadzenia podcastów. Ćwiczenie jogi stało się bardziej popularne niż w 2015. Ludzie robią makramy i szydełkują. Nie wykluczam, że również moja decyzja o założeniu bloga jest po części podyktowana sytuacją, w której się znajdujemy – i nie ma w tym nic złego, tak samo jak w wymienionych wcześniej aktywnościach. Wydaje mi się, że dobrze jest znaleźć coś, co będzie człowieka napędzać przez kolejne dni kwarantanny.

Jeśli chodzi o moje przelewanie myśli do internetu w tej właśnie formie, to jest to drugie podejście w ciągu ostatnich czterech lat. Wcześniej miałam taki „blogowy epizod”, może w 2012, jednak trwał on bardzo krótko. W tym momencie trzymam sama za siebie kciuki żeby nie zarzucić tego pomysłu i wytrwać w nim jak najdłużej, bo wydaje mi się, że może przynieść mi wiele dobrego (o tym dlaczego piszę – i czemu postanowiłam wyjść z tym pisaniem poza swój notes – pisałam w zakładce „O mnie”). Chcę pisać o codzienności, o emocjach, o ludziach i o moich przemyśleniach z nimi związanych. Jeśli przy tym z tego, co mam do powiedzenia miałby w jakiś sposób skorzystać ktoś jeszcze – tym lepiej. Chciałabym żeby ta strona była takim przyjaznym miejscem w sieci, bez presji i napinki. Tak po prostu. A co będzie dalej – zobaczymy!

Komentarze