Dwa rodzaje samotności

Dwa rodzaje samotności

Miałam w tym tygodniu parę gorszych dni, podczas których czułam się smutna i dziwnie samotna z różnymi moimi emocjami i przemyśleniami. Czytając wiadomości z kraju zastanawiałam się - jak to się stało, że czynność ta coraz bardziej zaczyna przypominać wyciąganie z pudełka paskudnych pastylek na kaszel (wydawało ci się, że ostatnia była niedobra? Tylko poczekaj…). Chociaż na co dzień żyję w środowisku, w którym jest mi dobrze i bezpiecznie, to konfrontacja z coraz bardziej absurdalnymi i niejednokrotnie przerażającymi newsami budzi we mnie uczucie wyobcowania. Taki dziwny rodzaj samotności.

O samotności pisałam już kiedyś na moim Instagramie (post ukryłam, bo przestał mi się podobać rysunek, pod którym znalazł się tekst), a teraz mam ochotę wrócić tu z kawałkiem moich przemyśleń o samotności (i żeby nie było zbyt dramatycznie, to z takim ujęciem tego tematu, który budzi lepsze uczucia niż te, o których wspomniałam powyżej).

Samotność to jest ciekawy stan ducha, który dla mnie ma dwa oblicza. Jedno z nich jest przejmujące i przypomina zaciskającą się wewnątrz ciała pięść. Może być spowodowane przez różne rzeczy. Choćby przez poczucie izolacji, wyobcowania w danym środowisku, lęk, stratę. Drugi rodzaj samotności, ten, o którym teraz myślę, jest inny, bo ma charakter wyboru. Wybieramy tę akurat chwilę żeby się w niej zagłębić. Pobyć tylko ze sobą. Odciąć się, ale nie w złych emocjach, nie w strachu, tylko po to żeby wreszcie mieć czas na spotkanie z własnymi myślami.

Uważam, że umiejętność bycia samemu ze sobą / samej z sobą, takiego oddzielenia się jest bardzo ważna i potrzebna. Sama bardzo sobie cenię takie momenty, gdy obok nie ma nikogo i takich chwil potrzebuję. Czyż nie jest tak, że w takiej oswojonej samotności możemy dostrzec w sobie samych (ale też w naszym otoczeniu) wiele rzeczy, których nie widzimy na co dzień?

Wydaje mi się, że także dla dusz bardziej przylepnych, bardziej sprzęgniętych z potrzebą ciągłego bycia wśród ludzi nabycie umiejętności zaprzyjaźnienia się z samotnością powinno być istotne. To taka umiejętność zahaczająca o wiele aspektów życia i przez to potencjalnie pomocna.

Może to być tak prosta rzecz, jak cieszenie się rzeczami nawet jeśli obok nie ma kogoś, z kim można by daną rzecz dzielić (choć ta umiejętność dzielenia się oczywiście też jest ważna). Może to być coś większego, jak przemyślenie jakiejś istotnej dla nas kwestii zanim spytamy kogoś o radę. Ostatecznie - nikt, nawet najbliższa osoba nie spojrzy na daną rzecz naszymi oczami, z naszej perspektywy. I wydaje mi się, że to nie jest smutne ani złe. To dobra rzecz - umieć spędzić jakiś kawałek czasu tylko ze sobą, spojrzeć na coś po swojemu, a potem - wrócić. Może z większym spokojem, a może nawet - z większą siłą?

Komentarze